grunt
  • Strona główna
  • Publikacje
  • Wydarzenia
  • O nas
    • O nas
    • Zespół
    • Instytut Grunt w mediach
  • Projekty
    • Akademia Polityk Żywnościowych
    • KAMPANIA Polski talerz przyszłości
    • Jaka polityka żywnościowa dla Rzeszowa?
    • Konsumenci o bezpieczeństwie żywnościowym
    • Akademia Lokalnego Bezpieczeństwa Żywnościowego GZM
    • Szkolenia i warsztaty
  • Baza wiedzy
  • Strona główna
  • Baza wiedzy
  • Ogrody działkowe jako istotny element odporności żywnościowej miast 
Powrót do bloga

Ogrody działkowe jako istotny element odporności żywnościowej miast 

2026-10-17

ONZ szacuje, że w 2050 roku w Polsce prawie 80% populacji będzie mieszkało w miastach. Miasta zmieniają swoje oblicza, ale wieś także ulegnie zmianom, i to zmianom, które będą miały zdecydowany wpływ na samowystarczalność żywnościową kraju i jego bezpieczeństwo żywnościowe. Przykłady covidowych problemów samorządów miejskich m.in. z ograniczonym dostępem do sklepów i przerwanych łańcuchów dostaw, jasno pokazują, że pojęcie „miasto” czy też może „funkcje miasta” powinno ulec redefinicji, a zasoby ziemi uprawnej – takie jak ogrody działkowe – stać się zasobami strategicznej troski.

Miasto do mieszkania

W ciągu ostatnich dziesięcioleci z planów zagospodarowania przestrzennego miast usuwano funkcje rolnicze w myśl koncepcji funkcjonalnego podziału przestrzeni, w której miasto jest miejscem pracy i mieszkania, a wieś stanowi zaplecze żywnościowe. Ten historyczny fundament planowania przestrzennego pochodzi z przełomu XIX i XX wieku i zapewne miał głęboki sens w tamtych czasach: gdy większość populacji mieszkała właśnie na wsi, a role miasta i wsi były dokładnie określone. Dziś – z wielu różnych przyczyn – zarówno te role, jak i ich wzajemne relacje ulegają poważnym zmianom, a czasem nawet zaburzeniom, co przekłada się na poziom suwerenności, odporności i bezpieczeństwa żywnościowego.

Ta zmiana wymaga również innego podejścia do zarządzania miastem. Decyzje o przeznaczeniu gruntów, organizacji żywienia w szkołach czy pomocy osobom potrzebującym składają się na lokalny system żywnościowy, choć zwykle rozpatruje się je osobno. Podobny podział występuje na szczeblu centralnym, gdzie kwestie żywności dotyczą wielu obszarów: od rolnictwa, przez zdrowie i edukację, po środowisko i zarządzanie kryzysowe. Potrzebujemy zatem współpracy ponad granicami resortów i wydziałów, a także udziału samorządów w kształtowaniu krajowej polityki żywnościowej. Bez takiego całościowego spojrzenia łatwo przeoczyć znaczenie zasobów, które miasta już mają — w tym ogrodów działkowych.

Swoista bezwładność decydentów szczebla rządowego nie jest li tylko polską przypadłością – w wielu krajach, także europejskich, to populizm jest przeszkodą dla przyjęcia koniecznych dla zachowania bezpieczeństwa i perspektywicznych, choć na początku prawie zawsze niepopularnych rozwiązań. Dziwi wszakże fakt, że ta beztroska dotyczy żywności, bo o ile brak nowej drogi będzie skutkował po prostu dłuższym czasem na pokonanie danej odległości, o tyle brak żywności może mieć dużo poważniejsze konsekwencje. Zwrócił na nie uwagę w 1939 roku  Władysław Lubawy w „Historii ogrodów działkowych w Polsce”. A pisał tak: „(…) Ogrody działkowe bowiem, szczególnie w latach wzmożonej depresji gospodarczej, stały się prawdziwym błogosławieństwem nie tylko dla pozbawionych pracy i środków do życia, lecz również dla kraju, zapewniając mu w okresie kilkuletniego kryzysu spokój i ład społeczny (…).”

Pisząc te słowa Władysław Lubawy miał na myśli czas I wojny światowej, a następnie lata Wielkiego Kryzysu (1929 – 1936), który rozpoczął się w USA Czarnym Czwartkiem, był wynikiem spekulacji giełdowych i dotknął boleśnie wszystkich gałęzi gospodarki w większości krajów globu. W II Rzeczpospolitej Polskiej, właśnie odbudowującej się po zaborach, produkt krajowy brutto spadł wówczas o połowę a bezrobocie dotknęło 1/3 zatrudnionych. W takich to okolicznościach ogrody działkowe stanowiły bardzo poważne zaplecze żywnościowe dla mieszkańców miast, szczególnie tych, którzy znaleźli się bez pracy z powodu kryzysu. W 1939 roku w Polsce w ramach Związku Towarzystw Ogrodów Działkowych wyznaczonych było 49 tys. działek o łącznej powierzchni 3.050 ha, co mniej więcej odpowiada dzisiejszej powierzchni Zamościa.

Rekreacja kontra przetrwanie

Wspominany już wyżej Władysław Lubawy w swojej monografii stoi jednak na stanowisku, że ogrody działkowe powstające przed 1918 rokiem były głównie niemieckie i służyły bardziej relaksowi i utrzymaniu kontaktu z naturą niż celom gospodarczym. Pierwsze ogrody działkowe (o formie najbardziej zbliżonej do współczesnej) powstały równocześnie (1906 rok) w Grudziądzu i w Poznaniu, natomiast kompleksowa, właściwa praca organizacyjna w zakresie tworzenia ogrodów działkowych w ramach organizacji do tego powołanej rozpoczęta została w 1919 roku w II Rzeczypospolitej Polskiej.

W okresie okupacji podczas II Wojny Światowej i zaraz po niej ogrody działkowe pełniły ważną funkcję zaopatrzeniową. W swojej książce „Okupacja od kuchni. Kobieca sztuka przetrwania” Aleksandra Zaprutko – Janicka pisze, że oficjalne ogródki działkowe miały wówczas zazwyczaj po kilkaset metrów kwadratowych powierzchni. Taka powierzchnia – zdaniem wybitnego botanika Stefana Ziobrowskiego, autora broszurki „Mały ogródek warzywny” wydanej w czasie okupacji – powinna spokojnie wystarczyć do wyżywienia 4-5 osobowej rodziny, pod warunkiem dokupienia ziemniaków na zimę. W praktyce jednak ziemniaki również na działkach uprawiano, tuż obok np. marchwi, buraków, pietruszki, fasoli i rzodkwi.

Podobnie sytuacja wyglądała w czasie kryzysowych lat 80. XX wieku, gdy żywność podlegała reglamentacji i była sprzedawana na tzw. kartki. A następnie w czasie pandemii Covid-19, kiedy użytkownicy ogrodów cieszyli się bezcennym przywilejem legalnego spędzania czasu na świeżym powietrzu. Wielu z nich ponownie odkryło przy tej okazji satysfakcję płynącą z uprawy roślin i delektowania się smakiem samodzielnie wyhodowanych warzyw.

Spojrzenie w szklaną kulę

Nie jest szczególnym odkryciem fakt, że okresy dobrobytu i prosperity od zawsze przetykane są czasami kryzysu i niedoboru. Dotychczas jednak zawsze mieliśmy w miastach ogrody działkowe – gotowe do uprawy i dające plon. Dziś miasta gęstnieją – zyskują nowych mieszkańców, którzy chcą korzystać ze wszystkich możliwości, jakie miasto może im zaoferować. Potrzebują do tego mieszkań, a tych chętnie dostarczą deweloperzy.

W tym układzie samorząd doświadcza nacisków z dwóch stron: zarówno od tych, którzy budują, jak i od tych, dla których jest budowane. Nowi mieszkańcy to ze wszech miar kusząca wizja – przynoszą ze sobą podatki, a te stanowią o zasobności miasta. Tereny ogrodów działkowych, szczególnie tych o dłuższej historii, miewają interesujące lokalizacje i bywają  dobrze skomunikowane. Korzysta z nich jednak znacznie mniej osób, niż gdyby postawić w tym miejscu wielopiętrowe budynki mieszkalne. Z tego powodu często pojawia się koronny argument ekonomiczny, że miast nie stać na niezabudowywanie tak atrakcyjnych terenów.

Jeśli wziąć pod uwagę dostęp do badań naukowych i predykcji, w których potwierdza się nieuchronność niekorzystnych zmian klimatu i ich skutków, bardzo lekkomyślnie gospodarujemy bezcennym zasobem, jakim jest ziemia uprawna. Przyszłość jest wielką niewiadomą, ale nie do końca. Zajmujący się nią badacze  opisują sygnały i przesłanki zmian oraz najważniejsze trendy kształtujące przyszłość, a także ich konsekwencje. To potężna baza do planowania przyszłości miast, a udawanie, że tej wiedzy nie ma, to duży błąd, którego koszty poniosą samorządy i ich mieszkańcy, a nie firmy developerskie. 

Pomimo rosnącej zdawałoby się świadomości zagrożeń przyszłości, wciąż jeszcze furtki dla przekształcania ziemi rolnej wysokich klas bonitacyjnych pod zabudowę mieszkaniową czy też magazyny i centra logistyczne są szeroko otwarte, stanowiąc powszechny proceder. Także w miastach. Ten brak roztropności i myślenia o przyszłości powoduje, że realna dostępność gleby pod uprawę kurczy się w zawrotnym tempie, a ta która pozostała – jest często wyjałowiona lub co najmniej zubożona. Bo przecież inaczej się troszczy o grunt pod trawnik, a inaczej o ziemię, która ma żywić ludzi.

RODy wpisane w krajobraz miasta

Polskie miasta mają silne tradycje związane z ogrodami działkowymi. Dziś jest to ponad 900 tys. działek zajmujących łączną powierzchnię prawie 40 tys. ha (2025), czyli ponad 130 razy więcej niż w 1939 roku i odpowiada mniej więcej ¾ powierzchni Warszawy. Działki zajmują różną powierzchnię w poszczególnych miastach; w dużych samorządach jest to od 1,5% do nawet ok. 4,5% całkowitej powierzchni miasta. Spełniają one szereg ważnych funkcji: są częścią terenów zielonych i ekosystemu miasta, elementem ochrony przyrody, zapleczem retencyjnym, bioróżnorodności, a także stanowią przeciwwagę dla miejskiej wyspy ciepła. Są miejscem rekreacji i wypoczynku, którego jedną z form są uprawy ogrodnicze, a to z kolei stanowi w wielu wypadkach swoistą kolektywną pamięć metod produkcji żywności – zasób szczególnej troski.

Nade wszystko jednak stanowią rezerwuar żywnościowy o istotnym znaczeniu dla bezpieczeństwa żywnościowego miasta. Niemożliwe? Spójrzmy na to tak: średni plon ziemniaka to 30 ton z ha. Gdyby we Wrocławiu wszystkie ogrody działkowe obsadzić jego bulwami można by zebrać plon na poziomie 42 tys. ton. Statystyczny Polak zjada ok. 100 kg ziemniaków rocznie, co oznacza, że plon z ogrodów działkowych mógłby wyżywić 420 tys. mieszkańców. To oczywiście hipotetyczna sytuacja i hipotetyczne wyliczenie – nie da się przeznaczyć pod uprawę całej powierzchni działek ani jeść wyłącznie ziemniaki przez okrągły rok. Niemniej jednak może to wspomóc wyobraźnię w  uświadomieniu sobie potencjału, jakim miasta dysponują.

W tym miejscu sceptycy zwykle kładą na stole argument o zanieczyszczeniu ziemi i powietrza w mieście. I zapewne mają trochę racji, jednak potwierdzenie tego faktu lub zaprzeczenie mu wymaga zebrania dokładnych danych na ten temat i wykonania analiz. A to z kolei może się wydarzyć dopiero wtedy, gdy rola ogrodów działkowych w systemie żywnościowym miasta zostanie uznana za istotną. O tym, że czasem dane przeczą stereotypom świadczą na przykład wyniki badania opublikowanego w czasopiśmie „Pasieka” (nr 1/2026). Wg nich próbki miodów zebranych w pasiekach miejskich wykazują skład i właściwości podobne do tych, pochodzących z pasiek wiejskich, a zarówno w jednych, jak i w drugich stwierdzono obecność mikroplastiku, stanowiącego coraz poważniejszy problem i ryzyko produkcji miodu.

Przygotowanie miasta na sytuacje kryzysowe, czyli podnoszenie jego odporności żywnościowej, to proces długotrwały. Żelazna logika zresztą podpowiada, że nie da się w rok czy dwa nadrobić zaległości narosłych przez lata. Dlatego warto zacząć działać już dziś, proponując i wdrażając rozwiązania, które podniosą jakość i wydajność gleby w mieście i uchronią żyzne miejsca potencjalnych upraw przed zmianą przeznaczenia i zabetonowaniem. 

Symulacja liczby ludności do 2060 roku w Polsce, będąca eksperymentalnym opracowaniem GUS, wskazuje, że przewidywana liczba ludności Polski w 2060 r. będzie wynosiła 28,4 mln osób.  Będziemy starzejącym się społeczeństwem, które w dalszym ciągu będzie musiało jeść. Jest więc nad czym pracować, bo osiągnięcie pomiędzy ziemią, zielenią i zabudową równowagi gwarantującej odporność żywnościową, to kwestia wielu konsekwentnych i długotrwałych  działań.

Autorką tekstu jest Katarzyna Wysocka – koordynator ds. polityki żywnościowej miasta, w UM Wrocław. Z wykształcenia biotechnolożka, z zapobiegliwości – rolniczka, a z serca – edukatorka i mentorka. Zafascynowana złożonością świata,  zwolenniczka kreowania rozwiązań multidyscyplinarnych i tworzenia trwałych relacji.

Żywność, rolnictwo i my

Interesują cię: bepieczeństwo żywnościowe, lokalne polityki żywnościowe, rolnictwo, krótkie łańcuchy dostaw oraz rozwój lokalnej żywności?  Zapisz się do newslettera i bądź na bieżąco z naszymi działaniami!

Proszę czekać

Dziękujemy!

Zobacz inne artykuły

Szklanka wody a brakująca polityka żywnościowa

2026-08-11

Szklanka wody a brakująca polityka żywnościowa

Bezpłatna kranówka miała znaleźć się w ustawie o opakowaniach i odpadach opakowaniowych. Z najnowszej wersji projektu zniknęła. Ministerstwo Klimatu i Środowiska zapewnia, że wróci w osobnej ustawie, ale na razie nie znamy ani projektu, ani terminu jego przedstawienia.  Spór o  bezpłatną kranówkę mówi o Polsce więcej, niż mogłoby się wydawać. Pokazuje państwo sprawnie dzielące różne kwestie między sektory, ale wciąż słabo wyposażone w mechanizmy ich ponownego łączenia. Polityka żywnościowa jest potrzebna właśnie po to, aby zdrowie, środowisko, dostępność i gospodarka spotykały się przed podjęciem decyzji.

Czytaj dalej

Czy żywność uprawiana w mieście jest bezpieczna?

2026-07-17

Czy żywność uprawiana w mieście jest bezpieczna?

Czy żywność uprawiana w mieście jest bezpieczna? To pytanie nabiera znaczenia wraz z rosnącą popularnością miejskich ogródków, upraw balkonowych i farm wertykalnych. Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Poniżej prezentujemy przegląd badań na ten temat oraz zestaw rozwiązań, które pozwalają cieszyć się własnoręcznie wyprodukowaną żywnością w przestrzeniach miejskich.

Czytaj dalej

Czy polskie truskawki znikną z naszych stołów? Klimat, import i słaby system wsparcia rolnictwa zmieniają smak czerwca

2026-07-04

Czy polskie truskawki znikną z naszych stołów? Klimat, import i słaby system wsparcia rolnictwa zmieniają smak czerwca

Do niedawna truskawka była symbolem siły polskiego rolnictwa. Jednak od kilku lat jej uprawa przypomina grę w rosyjską ruletkę. Wpływają na to m.in. skutki zmiany klimatu: susze, mrozy, opady gradu, z drugiej strony coraz wyższe koszty produkcji, długie łańcuchy dostaw i system, który mocniej wspiera obrót masowym towarem niż mniejsze gospodarstwa. Dodatkowo konsument ma przez cały rok dostęp do importowanych owoców.

Czytaj dalej

grunt

Instytut Strategii Żywnościowych Grunt
biuro@instytutgrunt.org
tel: +48 573 046 227


KRS 0001121339
NIP 9512602712
REGON 529387328

Copyright by Instytut Strategii Żywnościowych "Grunt" 2025. Wszelkie prawa zastrzeżone.

  • Polityka prywatności